Uber podejmuje nową próbę wprowadzenia robotaksówek do Europy, wybierając Monachium jako pole do eksperymentów. Firma współpracuje z Autobrains i Nvidia, ale tym razem stawia na zupełnie inne podejście niż dotychczasowe megaprojekty w Stanach Zjednoczonych. Zamiast wysyłać na ulice specjalnie zaprojektowane pojazdy obsypane czujnikami, Uber chce testować zwyczajne auta z mniej zaawansowanym zestawem sensorów. To zmiana strategii, która ma udowodnić, że autonomiczna jazda wcale nie musi być technologicznym majstersztykiem.
Ideą stojącą za tym pomysłem jest ekonomika. Europa poszukuje bardziej pragmatycznych rozwiązań niż science-fiction'owe wizje z kalifornijskich startupów. Monachium to niezły wybór dla takiego testu właśnie dlatego, że Niemcy mają mocne tradycje motoryzacyjne i rozumieją technologię samochodową od podszewki. Jeśli Uber uda się wykazać, że tańsze i prostsze systemy autonomii działają na europejskich drogach, może to otworzyć zupełnie nową perspektywę dla branży. Dzisiaj robotaksówki stanowią ogromny koszt operacyjny dla każdej platformy; dostęp do taniej technologii mogłaby zmienić grę.
Jeśli eksperyment się powiedzie, będziemy świadkami przesunięcia paradygmatu w myśleniu o autonomicznych pojazdach. Europejskie regulacje są bardziej rygorystyczne niż w USA, ale jednocześnie miasta takie jak Monachium mogą oferować bardziej przewidywalne warunki testów niż chaotyczne ulice Los Angeles czy San Francisco. To może być moment, gdy robotaksówki przestają być futurystyczną fantazją, a stają się rzeczywistością mobilności miejskiej.